czwartek, 2 lipca 2015

Creatures of the night. - Prolog.

-Nie będą zadowoleni, że z tobą przyjechałam. Chyba nawet cię nie znają. -Mówię bawiąc się pasmem włosów.
-I tak zaraz pojadę. Poza tym nie powinnaś w ogóle przyjeżdżać po tym jak cię potraktowali.
-To ostatni rok wiesz...planujemy studia i żegnamy się ze wszystkimi.
-Tak czy inaczej potraktowali cię ozięble nawet cię nie wysłuchując. -Mówi Barry i zresztą ma rację. Musiałam wyjechać z miasta na sześć ponad sześć miesięcy, bo sami tego chcieli, a teraz dzwonią i proszą abym przyjechała. Mam co do tego mieszane uczucia, ale to w końcu moi przyjaciele, a ja jednego próbowałam praktycznie zabić. To naprawdę okropnie brzmi. Pomagałam zabić Scott'a. Widzę już tablicę 'rezerwat Beacon Hills'. I czuję jak mi powoli żołądek podchodzi pod gardło. Serio boję się tego spotkania. Barry spogląda na mnie kiedy kurczowo zaciskam pięść i wyglądam przez okno. A może to podstęp i tak naprawdę mi nie wybaczyli?
-Ej, nie masz się czego bać, Clove. -Mówi jak zawsze spokojnym głosem Barry. -To twoi przyjaciele, może i zachowali się podle, ale zawsze ci wybaczą. 
-Tylko nie wiem czy ja im wybaczyłam.
Podjeżdżamy pod umówione miejsce i pierwsze co rzuca mi się w oczy to Stiles. Mój kochany Stiles. Na sam jego widok mam już praktycznie łzy w oczach. Skrzywdziłam go tyle razy i miałby mi wybaczać? Teraz mam Barry'ego on pewnie znowu ma Malię, ale pytanie brzmi czy oboje jesteśmy z tego powodu szczęśliwi? Bo każdy kto nas bliżej zna może stwierdzić, że nie. Wszyscy kierują wzrok na samochód, nawet przykuty do drzewa Liam, nie wiedzą kto z niego wysiądzie oprócz mnie, bo nie wiedzą gdzie i z kim się podziewałam. Czuję na sobie wzrok wszystkich tutaj kiedy wysiadam z samochodu. Barry też.
-To kiedy przyjedziesz mnie odwiedzić? -Mówi i łapie mnie za biodra i przyciąga do siebie. Ja chichoczę i odpowiadam.
-Chyba kiedy ty przybiegniesz? -Nasze usta się do siebie zbliżają, aż w końcu stykają. To inne uczucie niż przy każdym moim pocałunku ze Stiles'em, przy Barry'm czuję się bezpiecznie, a jego usta przypominają mi jego troskę o mnie. Nie wiem jak bez niego wytrzymam choćby jeden dzień. Nie chcę go opuszczać. 
-Kiedy tylko będziesz mnie potrzebować, będę. -Mówi i wsiada do samochodu, a ja zdezorientowana wgapiam się w samochód i ze smutkiem patrzę jak odjeżdża. Kiedy widzę już tylko tylne światła samochodu odwracam się i mówię do Scott'a, Stiles'a i Liam'a.
-Hej, jak tam?
-Nowy kochaś? -Krzyczy z tyłu Liam.
-Cicho siedź. -Upomina go lekko wkurzony Stiles. Już nie patrzy na mnie jak wcześniej, on próbuje mnie rozszyfrować i przeczytać na wylot. Każdy mój ruch, każde moje słowo, każde moje spojrzenie. Stracili do mnie zaufanie co już było pewne. -Gdzie mieszkałaś w tym czasie? Jeżeli oczywiście chcesz nam powiedzieć.
-W Central City. -Odpowiadam bez wahania. 
-I tam poznałaś tego...faceta? -Pyta Scott. -Ile on ma lat? Kto to jest?
-Tak, mieszkałam u niego. To był mój przyjaciel, teraz chłopak, Barry Allen. Ma 21 lat, jest naukowcem kryminalistycznym na CCPD.
-CCPD? Central City Police Department? -Pyta Stiles. -To chyba nieźle, nie?
Wzdycham tylko, bo nie miałam zamiaru opisywać panom ciekawskim mojego całego życia. Trudno.
-Jak tam Liam? -Krzyczę odwracając się. 
-Nadal nie chcą mnie puszczać podczas pełni. Zgrywają rodziców.
-A czujesz się dobrze? -Pytam. -Pokaż ręce. -Liam pokazuje mi swoje lekko zakrwawione dłonie. -Nie jest tak źle. -Podchodzę do niego bliżej i zdejmuję łańcuchy. -Tylko obiecaj mi, że nie zrobisz nic głupiego.
-Obiecuję.
-Co ty właśnie zrobiłaś? -Pyta Scott.
-On się musi przecież jakoś nauczyć sam przetrwać. W razie co to mam najszybszą na świecie pomoc, uwierzcie mi. 
-Zmieniłaś się. -Mówi Stiles. -I to nie chodzi i charakter tylko o wygląd. Wyglądasz jak...
-Charlotte. -Kończy Scott -Poradziłaś sobie jakoś?
-Nie za bardzo. To było już za wiele. Jedziemy do tej szkoły?
-Jasne. -Mówi Stiles.
***
 ***